wtorek, 7 lipca 2015

Witam serdecznie na moim blogu, który właściwie nie ma jeszcze swojego charakterku, ale powoli nad nim pracuję ^^ 

Niezmiernie dziękuję, żeś kochana duszyczko zawitała w me skromne progi, więc wypadałoby z mojej strony przedstawić mały plan odnośnie tego, co zamierzam wrzucać na tegoż to bloga. Otóż jako tako zarys mam, ale w każdej chwili może się on zmienić. Obrałam sobie za cel kilka specyficznych osóbek, które opowiadać będą o swoich przygodach.  Dosłownie będę zamieszczać najróżniejsze ich akcje i reakcje, bardziej pod kątem parodii, ale wiadomo - każdy ma lepsze i gorsze dni. 

Blog stworzyłam po to, aby poprawić humor każdemu, kto ma gorszy dzień. Mam nadzieję, że spełnię swoje malutkie marzenie i razem będziemy śmiać się z bohaterów. Z góry przepraszam za błędy, niedopatrzenia i inne takie sprawy. Wiadomo, każdemu może się zdarzyć, zwłaszcza, że dawno nie pisałam opowiadań. Szczególnie takowego stylu, więc pewnie długa droga przede mną, ale liczę na waszą pomoc oraz towarzystwo. Chętnie rozpatrzę każdą waszą uwagę zamieszczoną w komentarzach. Integrujmy się! Mówcie jakie postacie najbardziej wam odpowiadają, kogo polubiliście, pokochaliście, a kogo macie ochotę wytargać i trzepnąć w ten pusty czerep XD
Tak więc liczę na owocna współpracę i szerokie banany na twarzach. Do usłyszenia!

prolog

          Krok za krokiem przemierzałam wąską uliczkę, mając wrażenie jakby ktoś mnie śledził. Nie pamiętałam dlaczego i jak znalazłam się dzisiejszej nocy w takim miejscu, na odludziu, przeciskając między budynkami mieszkalnymi, ale aktualnie miałam większe zmartwienie na głowie - być może zboczeńca.
          Przyspieszyłam kroku, a oddech stawał się coraz płytszy, nieregularny. To tylko moje zwidy, tylko nieuzasadniona panika. W końcu lubię to robić. Jestem zbyt przewrażliwiona. To niemożliwe żeby ktoś mnie śledził, aby ktokolwiek zainteresował się taką farbowaną blondynką jak ja.
          - Oż w mordę ! - nagle poczułam złowrogi oddech na karku, zrywając do ucieczki jak poparzona, a każdy włosek na ciele stanął dęba, upodobniając mnie do jakiegoś kolczastego zwierza jeża. Bez zastanowienia, gubiąc już całkowicie orientacje w terenie - jakiej i tak nie posiadałam - skręciłam kolejno to w prawo, w lewo, modląc się żeby znaleźć wyjście z tego labiryntu. Ani myślałam o zerkaniu za siebie. Musiałam być skupiona na drodze usłanej przeszkodami skrywanymi w mroku. Ominęłam śmietnik, przeskoczyłam przez czarny worek - może i z zwłokami w środku - niemalże posłałam w kosmos bezbronnego kota, który swym miauknięciem prawie przyprawił mnie o zawał serca, a potem zdarzyło się najgorsze. To, co musiało być nieuniknione.
           Obmacałam spanikowana wysoką ścianę stojącą przede mną, bezczelnie zagradzającą drogę ucieczki. Pewnie. Tylko pogratulować idiocie, który zmarnował tyle metrów materiału żeby tylko komuś potem postawić ścianę, tym samym rujnując wszelkie nadzieje na przeżycie! A co tam! Tak będzie zabawniej!
           Niemalże pisnęłam, czując zbliżające się niebezpieczeństwo. Nie miałam czasu, to był koniec. To był mój koniec!
           Drapałam czerwone cegiełki, jakbym była wstanie po nich się wdrapać na sam szczyt, jak ten ominięty wcześniej kot, ale niestety moja kondycja fizyczna wystarczała zaledwie na wypełznięcie z łóżka i dotarcie do szkoły w trybie ślimaka, więc nie było tu mowy o wchodzeniu na trzymetrową ścianę!
           - Zginę, ja zginę. Nawet nie pożegnałam się z mamą! Nie zjadłam pomidorowej! A to taka dobra zupa! No cholera jasna! Zmarnuje się talerz pomidorowej! - krzyczałam zrozpaczona, waląc pięściami w mur. - Żegnajcie koteczki, żegnajcie bajeczki i zakazane strony internetowe! Żegnaj świecie! - zasalutowałam z szklankami w oczach, gdy dłoń mego oprawcy spoczęła na ramieniu, a cały świat stanął w miejscu.
           - Urzekła mnie twa przemowa - powoli odwróciłam się w stronę tajemniczej postaci, padając na kolana od widoku jego szerokiego uśmiechu. - A teraz powiedz mi, nauczyłaś się pierwiastków na matematykę?


         - Nieee!!! - wrzasnęłam zrywając się do siadu cała zalana zimnym potem, a zaciekawione spojrzenia przyjaciół zmierzyły mnie wzrokiem, jakby właśnie zobaczyli wariatkę na odwyku z nielegalna przepustka. Rozmasowałam czerwony policzek, jednocześnie wycierając ślinę z ust, a głęboki oddech ulgi rozluźnił każdy napięty mięsień mojego ciała. Całe szczęście, to był tylko zły sen, tylko sen.
         - Nie to nie, łaski bez - ciemnowłosy Dżings wzruszył ramionami, zabierając spod nosa pudełko wypchane pysznymi kuleczkami Rfaello.
         - C-czekaj! Ja chcę no, daj jedną, chociaż jedną - marudziłam, wyciągając do niego ręce, ale za nic w świecie nie mogłam sięgnąć czarnowłosego przyjaciela siedzącego w autobusie rządek przede mną. - Nie bądź świnia! Miałam koszmar! Tamto "nie" nie było do ciebie - zastukałam butami naburmuszona, wydymając poliki, ale nawet to nie podziałało na chłopaka. Dupek.
         - A tobie co się śniło. Rzucałaś się na wszystkie strony jakby ktoś cię prądem popieścił - nagle moja towarzyszka broni, Lori siedząca obok mnie zachichotała rozbawiona, poprawiając bluzeczkę na ramieniu, które pewnie robiło za poduszkę.
         - Matma - westchnęłam ciężko do rudowłosej, czując jak ulatuje ze mnie powietrze.
         - Przecież zdałaś.
         - No niby tak... - mruknęłam, uciekając wzrokiem w bok. Zdałam, ledwo z ściągami na rękach i nogach. Nigdy nie zapomnę tego dnia, gdy miałam na sobie spódniczkę.
         - Bez spiny, i tak w ciebie nie wierzyliśmy - z wrednym uśmieszkiem odezwał się Axel, wierny towarzysz, niemalże piesek chodzący za właścicielem o imieniu Dżings, byle tylko zostać pogłaskanym za dobre sprawowanie po brązowej czuprynie pełnej loczków. Osobiście skusiłabym się o stwierdzenie podważające ich orientację, ale wolę nie psuć sobie ostatniego dobrego zdania o tej dwójce.
          - No wielkie dzięki. Jak dobrze wiedzieć, że mam takich wspaniałych przyjaciół.
          - Przestańcie. Dojeżdżamy na miejsce - nagle i Roxi postanowiła dać o sobie znać, wylegując się na tylnych siedzeniach autobusu, pstrykając w klawiaturę komórki. Zapewne znów grając w jakąś strzelankę. Tak, oto mój zwykły świat u boku zwykłych przyjaciół, z którymi przyszło mi spędzić dwa tygodnie na szkolnej wycieczce świętującej zdanie trzeciej klasy liceum.